Kreatywne baterie naładowane czyli GrafConf 2025

6 min czytania Blog

Trzecia edycja Grafconf już za nami 💙🧡 Choć pogoda w Toruniu nie rozpieszczała i za oknami lał deszcz, w środku CKK Jordanki panowała atmosfera pełna słońca! To był dzień wypełniony wiedzą, praktyką, ale też szczerymi opowieściami cieniach i blaskach pracy kreatywnej.

Piranie, które się nie podgryzają – czyli o zespole bez ego

Pierwsza prelekcja w wykonaniu OSOM Studios była świetnym przypomnieniem, że w pracy kreatywnej liczy się projekt, a nie ego poszczególnych osób. Usłyszałyśmy, jak ważne jest nie tylko dogadywanie się w zespole, ale też mądre współdziałanie z podwykonawcami. Cenne było zwrócenie uwagi na momenty graniczne – kiedy faktycznie zaczyna się nasza rola w projekcie i kiedy powinniśmy umieć ją zakończyć, by nie przeszkadzać, a wspierać proces. To mega duża lekcja o komunikacji i pokorze w codziennej pracy.

Dizajn nie jest o dizajnie…

Kolejne wystąpienie przeniosło nas w świat globalnych marek i pokazało, że design nie jest o designie. Oglądając imponujące portfolio, zobaczyłyśmy, jak tworzenie systemów wizualnych na ogromną skalę to nie tylko projektowanie „ładnych rzeczy”, ale przede wszystkim budowanie narzędzi, które mają działać w różnych kulturach, językach i kontekstach. Bardzo inspirujące było też to, jak doświadczenia z korporacyjnych projektów można przetwarzać i wykorzystywać później przy pracy z mniejszymi klientami.

Excel zamiast chaosu – porządek w zarządzaniu projektem

Trzecia prelekcja była prawdziwą skarbnica wiedzy dla każdego, kto prowadzi studio projektowe i jednocześnie zaproszeniem do wyjścia ze strefy komfortu… Zamiast „kreatywnego chaosu” dostaliśmy konkretne narzędzia do planowania, wycen i zarządzania projektami. Tabelki w Excelu i organizacja pracy – rzeczy, które często wydają się trudne do ogarnięcia, okazują się fundamentem stabilności i rozwoju. Wystąpienie Mirka Klisia czyli projekt menagera Studio Otwarte zostawiło nas z myślą, że dobra organizacja to nie ograniczenie, ale przestrzeń, w której kreatywność może się rozwijać i z poczuciem, że fajne, gdy te wszystkie czasami uciążliwe kwestie organizacyjne coś jednak trzyma w ryzach.

Archetypy marki – narzędzie z potencjałem, nie stereotyp

Jednym z najbardziej energetycznych punktów programu był wykład brandoholika o archetypach marki. Podany z humorem, ale i ogromnym merytorycznym zapleczem, przypomniał nam, że archetypy to nie tylko modne hasło z podręczników marketingu. To potężne narzędzie, które – jeśli używane świadomie – pozwala nadać marce charakter, konsekwencję i emocjonalny punkt zaczepienia.

Bardzo mocno wybrzmiało, że archetypy nie muszą być stosowane w sposób sztampowy. Marka „bohaterska” nie zawsze musi wyglądać jak komiksowy superman, a „opiekun” nie musi być ciepły i pastelowy. Czasami największa siła archetypu tkwi w przełamaniu oczywistych skojarzeń i znalezieniu własnego, mniej oczywistego języka.

Dla nas w to było ważne przypomnienie, że archetypy nie powinny być traktowane jak sztywna matryca, ale jak kompas – narzędzie do poszukiwania tożsamości marki. Chcemy jeszcze uważniej wykorzystywać je w pracy z klientami, pokazując, że dobrze zdefiniowany archetyp ułatwia nie tylko projektowanie logo czy identyfikacji, ale także prowadzenie komunikacji, tworzenie treści i podejmowanie strategicznych decyzji. To taki powrót do wiedzy „ze studiów”, ale przepuszczony przez praktyczne doświadczenie – i właśnie dzięki temu nabiera zupełnie nowej wartości.

Real talk o prowadzeniu własnej firmy

Duże wrażenie zrobiła na nas też prelekcja Adama Lapko o realiach prowadzenia własnego biznesu w branży kreatywnej. To była bardzo szczera, momentami zabawna, ale też pełna konkretów opowieść o tym, jak w praktyce wygląda bycie freelancerem czy właścicielem studia. Okazuje się, że projektant wcale nie jest tylko projektantem. Równocześnie staje się researcherem, marketingowcem, content creatorem, social media managerem, handlowcem, sprzedawcą, project managerem, account managerem i dyrektorem finansowym w jednym.

Ta wielość ról może być przytłaczająca, ale też rozwijająca. Usłyszałyśmy, że w prowadzeniu firmy naturalne są zarówno wzloty, jak i upadki – i że błędy są nieodłącznym elementem drogi. Najważniejsze, by się ich nie bać, bo każdy błąd to lekcja, która uczy więcej niż teoretyczna wiedza. Pięknie wybrzmiało proste zdanie: „żeby coś robić, trzeba coś robić”. W praktyce oznacza to, że nie ma sensu czekać na idealne warunki, bo one nigdy nie nadejdą. Lepiej zacząć, próbować, popełniać błędy i krok po kroku budować własną ścieżkę.

Dla nas w Znajomamarka to była mocna przypominajka, że niezależnie od doświadczenia zawsze jesteśmy w procesie. I że nawet jeśli na co dzień balansujemy między rolami projektanta, handlowca czy managera, to właśnie ta różnorodność sprawia, że nasze studio ma swój unikalny charakter i tempo rozwoju.

Psychologia w pracy twórczej – o triggerach i brokatach

Jednym z najbardziej poruszających momentów dnia była prelekcja poświęcona psychologii w pracy kreatywnej. Padło tam wiele zdań, które zostaną z nami na długo.

Było co nieco o triggerach, czyli mechanizmach, które uruchamiają w nas stres czy poczucie zagrożenia, nawet w zupełnie prozaicznych sytuacjach. Klasyczny przykład to lęk przed otwarciem maila… Tak, istnieje coś takiego 🙂 W głowie natychmiast pojawia się czarna wizja: a może tam czeka poprawka, negatywny feedback albo – co gorsza – brak akceptu dla projektu, nad którym spędziło się tygodnie. Nasz mózg traktuje takie powiadomienie jak realne zagrożenie, reagując podobnie, jakbyśmy stanęli oko w oko z tygrysem. Biologia nie odróżnia „nieprzyjemnego maila” od niebezpieczeństwa życia – i stąd tak często pojawia się przytłoczenie czy napięcie. Nic dziwnego, że praca twórcza bywa tak obciążająca.

Drugim ważnym pojęciem były tzw. „brokaty” – czyli małe, pozytywne bodźce, które mogą rozładować napięcie i dać chwilę ulgi w trudnym dniu. To mogą być drobne rytuały, przyjemne akcenty w otoczeniu czy świadome zatrzymania się, które pomagają odzyskać oddech i spojrzeć na zadania z innej perspektywy.

To wystąpienie przypomniało nam, że praca twórcza – mimo że piękna i satysfakcjonująca – potrafi być też trudna, wymagająca i pełna niewidzialnych obciążeń. A dbanie o siebie, o swoje emocje i własny komfort psychiczny nie jest luksusem, ale fundamentem, który sprawia, że możemy być lepszymi projektantami, współpracownikami i ludźmi.

Małe naklejki, wielkie rozmowy i sztuka na deser

Oprócz świetnych prelekcji była też okazja, by obejrzeć piękną galerię plakatów polskich twórców, zrobić kilka zdjęć na konferencyjnej ściance, poczuć atmosferę wydarzenia od kuchni. Jednym z ciekawszych elementów tegorocznej konferencji Grafconf była akcja zorganizowana przez Baxcyl – networking za pomocą naklejek. Każdy uczestnik mógł przykleić sobie wybraną naklejkę i w ten sposób zasygnalizować innym swoje podejście, potrzeby albo po prostu dać pretekst do rozmowy, dzięki temu networking podczas konferencji nie był sztywny, tylko swobodny, spontaniczny i… ludzki. To taki mały detal, a ogromnie wpłynął na atmosferę całej konferencji.

Po wszystkim wybrałyśmy się jeszcze do CSW w Toruniu na wystawę „reMeMber” poświęconą Mac Millerowi. To była świetna klamra dla całego dnia – połączenie designu, sztuki i muzyki, która od lat jest nam bliska i rezonuje z nami na zupełnie innym, osobistym poziomie.

Na naszą listę „must see” dopisujemy też Śliwka 20+20 czyli wystawę plakatów i znaków Karola Śliwki w Galerii Wozownia. Tym razem nie zdążyłyśmy, ale wiemy, że będzie to pierwszy punkt do odhaczenia przy kolejnej wizycie w Toruniu. W końcu to właśnie takie wystawy przypominają nam, jak bogata i różnorodna jest polska scena graficzna, i jak wiele jeszcze czeka na odkrycie.

PS. Bardzo nas cieszy, że nasze znajomomarkowe naklejki znalazły tylu chętnych – wszystkie zniknęły ze stołów w sali wystawców w niecałe pół godziny! 🙌 Za rok obiecujemy poprawę i przygotujemy ich więcej!

Napisz do nas ✧ znajomamarka

Masz pomysł na projekt? Pogadajmy.

Strona, sklep, logo czy kampania - napisz, czego potrzebujesz. Odezwiemy się w ciągu 24 h roboczych.

Napisz do nas